• Wpisów:17
  • Średnio co: 38 dni
  • Ostatni wpis:288 dni temu
  • Licznik odwiedzin:2 439 / 687 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Od dłuższego czasu mnie tu nie było, nie umiałam zebrać myśli, zebrać siebie. W sumie to dalej nie do końca umiem. Mam wrażenie, że się w tym wszystkim gubię i nie daje z niczym rady. W szkole mam wrażenie że nie zdam matury, stresuje się tym, że tak przez całe liceum były czerwone paski a tu nie zdam matury.

Stresuje się też ludźmi w szkole, niby to już koniec niby mam ich w większości dosyć, ale do niektórych mam sentyment a koniec roku już blisko i boję się, że stracę z nimi kontakt po szkole, a nie chcę tego bo są to osoby z którymi mogę się pośmiać, pogadać czy po prostu posiedzieć.

Z wyborem studiów, bo mam mętlik w głowie i zero pomysłu na to gdzie chce iść dalej. Chociaż może inaczej, pomysłów mam dużo ale nic co by mnie porwało, nic w czym wyczułabym "to coś", do tego pytanie co ze studiami gdybym nie zdała matury.

Wszystko to się na siebie cudownie nakłada, potęguje i zwielokratnia, a ja coraz bardziej i głębiej pogrążam się w tych rozmyślaniach

Do tego jest mi tak przejmująco samotnie, brakuje mi kogoś w kim miałabym oparcie kogoś komu by na mnie zależało, kogoś bliskiego kogoś kto po prostu by był. Nikogo blisko, mam dwie bliskie osoby ale jedna mieszka daleko i chociaż to najlepsza na świecie kuzynka i zawsze rozpaczam że mieszka daleko i nie chce jej puścić jak wyjeżdża, to ma swoje sprawy, swoje życie, a ja nie lubię się narzucać więc nie będę do niej codziennie wypisywać tylko dlatego że czuję potrzebę rozmowy. Wolę tą potrzebę dusić w sobie i raz na jakiś czas upuszczać z niej jedno lub dwa ziarenka i wtedy jest mi trochę lżej.



Chociaż skończyłam już ten "magiczny" wiek to tego nie czuje, tylko czuje przytłoczenie oczekiwaniami że będę teraz odpowiedzialna, sama za siebie, za swoje czyny i życie. Kiedy ja nie potrafię się w nim odnaleźć i chce z powrotem wrócić do bycia dzieckiem, słodkim, beztroskim dzieckiem które nie ma żadnych zahamowań, niczym się nie przejmuję. Tylko po prostu sobie żyje, czerpiąc szczęście i radość z każdego dnia. Strasznie mi tego brakuje.

Jestem pogubiona we własnym życiu, własnych myślach, to czego potrzebuję to chyba bohater z mapą, który wyprowadzi mnie z tego burdelu.
 

 
Ostatnio cały czas mam burdel w głowie, ewoluował z bałaganu, ale to jest zły okres. Ciągłe kłótnie z wszystkimi o błahostki, o ważne rzeczy, wszyscy się obrażają, osoby które uważam za przyjaciółki oddalają się. A właściwie co do jednej to uważałam, a przynajmniej starałam się być dla niej przyjaciółką, po czym dowiedziałam się że ona w sumie mnie nigdy za przyjaciółkę nie uważała. I humor od razu się poprawia słysząc coś takiego, czyż nie? Co do drugiej to niby stara się bronić nas obu, ale coraz częściej mam to chore wrażenie, że jednak trzyma bardziej po stronie tamtej.
Cóż taka właśnie podejrzliwość jest dla mnie normą, bo wcześniej każdy z kim się przyjaźniłam wystawiał mnie na rzecz osoby trzeciej, więc teraz jestem na tym punkcie bardzo uczulona. A żadna z nich nie stara się tego zrozumieć, więc to tylko ja czasami sobie nad tym rozmyślam, psując sobie humor, czasami mając łzy w oczach
Ale płacz przecież oczyszcza, prawda?

 

 
Za dużo wszystkiego ostatnio, na nic nie mam czasu ciągle tylko nauka, a jak już gdzieś wychodzę to wracam doszczętnie wyczerpana.
Ostatnio zaczęłam być bardziej aktywna sportowo, co pewnie jest jednym z powodów mojego wyczerpania, ale nie zrezygnuje z tego.

Wiem, że nauka to nie wszystko, ale mimo tego że strasznie mi się nie chce uczyć rzeczy które coraz mniej do mnie przemawiają to z drugiej strony nie chce też odpuszczać.
Czuję się jak jedna wielka sprzeczność, nie umiem dojść do porozumienia sama ze sobą. Jak więc mam się porozumiewać z innymi ludźmi?


Coraz mniej mam ochotę na jakiekolwiek wychodzenie poza dom, czasami muszę się do tego wręcz zmuszać. Z drugiej strony jak już wyjdę z domu to wrzucam sobie czemu nie wyszłam wcześniej. Gubię się sama w sobie i nie potrafię poskładać całego tego bajzlu w jedną całość.
 

 
Dawno w sumie nic nie pisałam, jakoś nie było na to zbyt wiele czasu ciągle tylko szkoła, nauka i tak w kółko.
A w szkole w końcu mam osoby na których mogę polegać - aż dwie żeby być konkretnym.
Tylko, że trochę się boję jednej z nich. Pod tym względem, że z G zaczęłam bliższą znajomość pod koniec zeszłego roku szkolnego, dzięki korepetycjom z matmy, których jej udzielałam. Natomiast w tym roku do naszej znajomości powoli zaczęła dołączać się J, z którą w sumie na początku liceum sporo gadałam ale potem się to rozeszło. Teraz cały czas w szkole spędzamy w trójkę i tu pojawił się mój strach. Chodzi o to, że w przeszłości dużo razy zostałam wystawiona na rzecz takiej właśnie trzeciej osoby i mimo tego, że G rozwiała moje obawy,że ona mnie nie zostawi na rzecz J, to gdzieś głęboko w środku ten strach cały czas jest. Strach, że G będzie wolała gadać z J bardziej niż że mną i że w końcu będzie tak ze zostanę sama...znowu. Nie wiem, może to tylko wyolbrzymianie wszystkiego, ale zbyt wiele razy mnie wystawiono żebym teraz o tym nie myślała. Może to nic takiego i będziemy po prostu razem w trójkę? Mam nadzieję, bo i G i J to osoby, na których mogę polegać, i które wspierają mnie kiedy trzeba. Mam nadzieję, że ta znajomość się nie posypie.
Z takich rozmyślań jak zwykle wyszedł mi wiersz-a jak wyszedł to już nie mnie oceniać...

"Drogi"
Były Dwie z początku dróg
Potem Trzecia doszła doń
Razem brnęły w życia trud
Gdzie błądziły w życia toń
Perfekcyjnie i wspaniale
Przewybornie, wyśmienicie
Razem iść to piękne życie
Ukontentowanie wcale
One były nie do pełni
W końcu czara się przepełni
Pierwsza z dwóch z początku dróg
Czasem miała z trzeciej trud
Prawda była zbyt prawdziwa
Pierwsza Trzecią zbyt strachliwa
Zbyt niepewna swej pozycji
Najzwyczajniej przestraszona
Że przy byle jakiej scysji
Bądź w normalny zwykły dzień
Strach, że Trzecia ją pokona
I że na nią spadnie Cień
Lęk że w odstawienie pójdzie
I że obie obecności dość jej
Mają, i że trójka już nie ujdzie
Że to wszystko precz w tej
Chwili pójdzie, i że nigdy już
Nie będzie jak z początku dróg
I że zawsze będzie tuż
Gdzieś obok, lecz gdzieś w dali
I dosyć już tych próżnych żali
Niech się dzieje życia trud.
 

 
Jakoś zawsze jestem pesymistycznie nastawiona i w ogóle do wszystkiego, ale ostatnio czuję jakby Iskierka nadzieji powoli przeganiała ten pesymizm. Jasne gdzieś tam w środku zostanie że mną, ale nadzieja jest taka cudna. Choćby to była tylko ta Iskierka chyba powoli zmieniam swój sposób postrzegania wszystkiego






 

 
Czasami nic mi nie wychodzi tak uparcie, tak na złość wszystko wychodzi źle, że to aż szok. Zacznijmy od tego że jestem straszną niezdarą-nie ma rzeczy, której nie potrafiłabym wylać, zepsuć czy też po prostu na nią wpaść. A to tu przywalę w drzwi łokciem, a tu spadnę że schodów, a to wyleję na siebie herbatę. Zawsze się coś znajdzie, ale czasami to jest po prostu już męczące tak wszystko psuć... No ale pozostaje mieć nadzieję, że kiedyś mi to przejdzie-oby!
 

 
Wesołych świąt wam wszystkim, którzy tu zaglądać, zostawiacie komentarze, czy po prostu patrzcie na spływ moich myśli...
Życzę Wam zdrowych świąt, nie za spokojnych, z nutką szaleństwa, żeby z choinki wszystkie igły nie odpadły, żeby dzieciątko przyniosło prezenty pod właściwą choinkę, żeby magicznym trafem nagle spadł śnieg zasypując całe miasto. Żeby wszystko poszło tak jak miało pójść i żeby ta Wigilia była lepsza od zeszłorocznej, ale nie lepsza od przyszłorocznej.
Po prostu Wesołych

A jeśli w tym roku byliście niegrzeczne to uwaga!
A to drugie zdjęcie to tak na optymistyczną poprawę humoru

 

 
Dokładnie, na trzeźwo wszystkie te myśli wszystko to o czym chcesz zapomnieć ciągle jest w twojej głowie. Ciągle cie męczy,ale z siłą siekiery wciąż wbija się w twoją pamięć, w twoje życie.
Kiedy brak trzeźwości po prostu o tym nie myślisz, przestaje to być priorytetem, po prostu zapominasz.
Nawet kac jest niczym w porównaniu do bólu doświadczanego czasem od myślenia zbyt dużo, zbyt mocno...
Idealnym byłoby moc osiągać ten stan na trzeźwo, w momentach, w których tego potrzebujemy...

 

 
Czasami mam takie wrażenie, że wszystko wokół mnie jest niczym gra, każdy odgrywa określoną rolę, prezentuje określone reakcje, zachowania...
Z jednej strony taka gra wydaje się całkiem niezła, no bo skoro to gra to nie do końca jest prawdziwa, czyż nie?
Z drugiej strony to trochę przerażające, takie ustawione życie...
Ostatnio mnie dopadły takie właśnie przemyślenia, z których powstał wiersz o wdzięcznym tytule "Kurtyna". Właściwie to powstał w dwóch odsłonach, ale dzisiaj światło dzienne ujrzy, tylko jedna z nich...
A więc...
Kurtyna w górę!
Więc prezentuję tiurniurę
Zaczynam grać!
Nie mogę się bać
Muszę wysoko trzymać głowę
Pokazać światu zakłamaną połowę
Pierwszy błysk reflektora
Pierwszy uśmiech nieśmiały
I pęka prawdy zapora
Kłamstwa schowane głęboko
Znika człek zbolały
Już uśmiech wygląda szeroko
Poruszam się po scenie życia
Lekko, pewnie, niedbale
Żadnego siebie krycia
Nie przejmuję się wcale
To tylko gra niewinna
Chyba już kończyć się powinna
Opada więc kurtyna
Znika życia rutyna
Dopada mnie śmierci goniec
Więc to już koniec...

Skończmy grac i zacznijmy żyć...
 

 
Czasem są takie dni, kiedy ma się ochotę żeby wszystkich ludzi w otoczeniu wymordował psychopatyczny morderca z siekierą.
Albo samemu dokonać zbiorowego mordu i pomimo odsiadki w więzieniu czerpać z tego chorą satysfakcję.
Albo uciec gdzieś na koniec świata, jak najdalej...
Dziś był tego typu dzień.
Wszystko wydawało się niezmiernie irytujące-ludzie, którzy próbowali ze mną rozmawiać, kiedy ja najchętniej zostawiłabym to wszystko dzisiaj w tyle za sobą.
Fakt, że zalegałam w szkole do 16.30 i że uciekł mi autobus(co równa się 30 min spacerem drogi do domu).
Nie wiem, po prostu nie wiem, ale jakoś ten dzień był ciężki, irytujący i męczący, coraz to bardziej z każdym kolejnym epizodem.
Może czasami takie dni się zdarzają? Tak po prostu, bez żadnej konkretnej przyczyny. Może trzeba je tylko przetrzymać i potem wszystko już będzie ok?
Oby. Bo mieć codziennie taki nastrój-to mogłoby się źle skończyć...
  • awatar ♰JEFFREYtheKILLER♰: dzisiaj faktycznie był irytujący dzień...
  • awatar beautiful bones ♣: Nie przejmuj się, też mam czasem takie dni. Trzeba je po prostu przetrwać, inaczej nie da się temu zaradzić c:. Świetny blog i zapraszam też do mnie :)
  • awatar Adussia: Oj ludzie czasami naprawdę potrafią doprowadzić do szału... Wiem o czym mówisz
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Mimo wielu znajomych i paru przyjaciół nikt tak naprawdę mnie nie zna. Jasne, każdy zna jakąś cząstkę, ale to tylko płytka powierzchnia nad głębokim dnem. Może to i nawet lepiej, że nikt nie wie o mnie wszystkiego-z jednej strony jest ta obawa, że gdyby wiedzieli o wszystkim o by się ode mnie odwrócili... Z drugiej strony, jest ta potrzeba, żeby mimo wszystko powiedzieć komuś całą prawdę, każdy jeden szczegół. Inny fakt, że nie ma pewności czy ta osoba zostawi to dla siebie czy puści w eter, najpewniej zniekształcając... Zawsze chciałam mieć kogoś komu mogłabym powiedzieć wszystko, teraz nawet mam dwie takie osoby, ale trochę się boję, że gdy poznają niektóre szczegóły dotyczące mnie to nasza znajomość się skończy...
Gdyby tylko to wszystko mogłoby być prostsze, czasami wolałabym tyle nie myśleć i mieć spokój od życia...
  • awatar Adussia: Dokładnie. Była jedna osoba która wiedziała wszystko, znała mnie... No właśnie, była. zapraszam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Tak jak już wspominałam, wiersze, które zdarza mi się tworzyć raczej nie są zbyt cukierkowe, także jeśli jesteście fanami właśnie takiej tematyki, to te wiersze nie przypadną Wam do gustu. Jeśli jednak lubicie coś niebanalnego(Tak mi się bynajmniej wydaje),prawdziwego(staram się ku temu podążać), czasami może trochę trącącego depresyjnym klimatem-śmiało zapraszam do czytanie moich tworów-a nuż przypadnie Wam do gustu. Jednakże bez względu na czyjąkolwiek opinię, jestem z moich wierszy dumna, bo nigdy nie przypuszczałam, że mogę stworzyć cokolwiek co będzie należało tylko do mnie...


"Żywioły"
Czuję się jak Powietrze
Oddech każdy to jak w siebie
Świat zaczerpnąć cały
Lekka niczym piórko na wietrze
Błąkam się niedbale w niebie
Z wyżyn życia świat jest mały...
Niczym Ogień się czuję,
Szalona, piękna, nieokiełznana
Niczym z płynnej lawy odlana
Nieokrzesaniem życie swe zajmuję
Bez ustanku cała płonę
Ogień życia chętnie chłonę
Odczuwam w sobie Wodę
Każdą cząstką czuję morze
Jestem, nie... czuję pogodę
Zbyt piękne, cudne, o Boże!
Czyżby to nie było prawdziwe?
Płynie we mnie Woda-to jest żywe
Bycie Ziemią jest przerażające
Mocne, szalone, wszechogarniające
Dla martwych jest grobem
I mekką dla żyjących
Bo to Ziemia jest jedynym sposobem
By dać nadzieję trwającym...
 

 
I nigdy w życiu, choćby nie wiem co
Nie zmieniaj się dla nich-po prostu nie warto

 

 
Jakoś tak ze 2 lata temu coś mnie naszło, nawiedziło-jak zwał tak zwał. Coś we mnie zaskoczyło i zaczęłam swoje uczucia odnośnie wszystkiego przelewać na papier.
Podsumowując-zaczęłam pisać wiersze. Może nie są jakieś wybitne, ale dużo dla mnie znaczą. Są może trochę specyficzne tak jak i ja sama-nie lubię sztucznej słodkości, więc ich większość jest pisana z bardziej pesymistycznym podejściem. Kiedy je pisze, co czasem spływa nagle, niespodziewanie(Siedzę sobie na lekcji, a tu nagle-bum! I od razu czuję, że muszę coś napisać) mam wrażenie jakbym coś z siebie zrzucała jednocześnie tworząc coś niesamowitego. Wiem, głupie uczucie, bo te wiersze raczej nie są niesamowite, ale wrażenie zostaje.
Żeby to nie było tylko puste mówienie o pisaniu, poniżej jeden z moich tworów

"Na opak"
Słońce pada,
A deszcz wieje
Życie gdzieś wypada
Na co zło się tylko śmieje
Wiatr nam świeci,
Gdzie są dzieci?
Coś chyba idzie nie tak
Wszystko tu działa na opak.
Stop! Stop i raz jeszcze!
Nadzieja płynie z deszczem,
Słońce rozświetla nam życie,
Wiatr oczyszcza nasze bycie.
Uśmiech w dłoń,
I maszeruj szeregowy!
Tak dziś mówią doń.
Ale jak tak bez głowy?
Głowa wisi gdzieś wysoko,
Rozum upadł gdzieś głęboko,
A więc cudnie, nieuważnie,
Lekkomyślnie, niepoważnie,
Kroczmy śmiało w dalsze życie.
Wy i tak w to nie wierzycie
Kroczmy prędko, mocno, żwawo!
To się liczy-jak nie gdzie
I nie ważne, że kulawo
Bo to tego życie chce.

Nigdy wcześniej nie publikowałam żadnego mojego wiersza w internecie-bezpieczniej było pisać do szuflady. Ale dość tego! Czas przełamywać swoje lęki-w tym ten przed pokazywaniem komukolwiek moich tworów
 

 
Tak jakoś wyszło, że wczoraj miałam urodziny-w końcu stuknęła mi ta 17 Dostałam trochę życzeń, kilka naprawdę cudownych od osób, które są dla mnie ważne. Wszystko było super, cały dzień minął w cichym oczekiwaniu na jeszcze jedne życzenia i... oczekiwanie poszło na marne Nie narzekam, mogłam w ogóle nie dostać żadnych życzeń, ale sam fakt, że dostałam życzenia od osób, z którymi rozmawiałam 2 godziny w całym życiu, o ile w ogóle, a od kogoś z kim utrzymuję znajomość 5 rok z kim świetnie się dogaduje i z kim może chciałabym czegoś więcej niż tylko zwykłej znajomości nie jest dziwny i daje mi do myślenia. Niby to jedne małe życzenia, ale od raz pociągają za sobą lawinę przemyśleń-a może to po prostu znaczy, że z nie chce kontynuować tej znajomości, a ja robię sobie próżne nadzieje? To po prostu kolejny zawód, taka mała przykrość, która teoretycznie nie jest wielka tragedią, ale usiądzie sobie gdzieś wewnątrz i będzie boleć i przypominać w zazwyczaj nieodpowiednich momentach
  • awatar Wikibelle: @Mysterious lady: Dziękuję :) Niby nie warto, ale nie tak łatwo po prostu przestać sie przejmować :/
  • awatar Mysterious lady: No tak to już jest... ale czasami nie warto się tak przejmować. wszystkiego najlepszego :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ostatnio wpadłam na pomysł, żeby założyć bloga. Wiele razy już myślałam nad zrobieniem tego, ale nigdy jakoś nie wyszło. Teraz mam w głowie za dużo myśli, wszystko jest chaotyczne więc postanowiłam, że to dobry czas na bloga-no bo w sumie czemu nie?
Mam na imię Weronika, ale Wiki wzięło się stąd, że tak zostałam ochrzczona przez przyjaciółkę-także zdecydowanie lepiej się czuję jako Wiki, wydaje mi się, że to imię jakoś bardziej do mnie pasuje. Wydaje się takie...nieprzewidywalne, zakręcone, niezależne-po części to do mnie nawet pasuje